Amisz prawdę Ci powie
Czytając ostatnimi czasy artykuł o Amiszach ucieszyłem się jak człowiek żyjący tak, a nie inaczej, uznający pewne dziwne przepisy, samoograniczający się wypowiedział tak mądre zdanie:
Mam komórkę i samochód, ale na Internet nigdy się nie zgodzę – mówi Jacob Martin.– Już w USA miałem samochód. Nie uciekam od zdobyczy techniki, ale na Internet i telewizor się nie zgodzę – mówi kategorycznie Jacob. Dlaczego? Bo uważa, że można w nich znaleźć wszystko, a to nie służy wychowaniu i pobożności dzieci.
Należy wyjaśnić co oznacza dla Jacoba słowo “wszystko” w odniesieniu do internetu. W połączeniu z pojęciami - wychowanie, pobożność, mamy na myśli treści negatywne, agresję, pornografię, kłamstwo, ułudę życia, konsumpcję, manipulację. Bo nie uwierzę, że w tym “wszystkim” może być Bóg, prawda. Możemy szukać tego ale w
rzeczywistości. Internet jak książka, ktoś coś napisał. Mamy pośrednika, który modyfikuje, przekształca nawet swój odbiór poznanego świata i przedstawia go nam. Oczywiście nie dyskredytuje to Internetu jako źródła informacji. Jest wręcz idealnym ku temu miejscem. Jednak informacje dzielą się na prawdziwe, fałszywe (o ile da się je sprawdzić). Każdy może pisać o wszystkim, niekoniecznie prawdziwie.
Jak widać można żyć bez Internetu, znaleźć sens życia, prawdę. Czego nie ma w Googlach to nie istnieje - czy pojmujemy okropność tych słów? Ograniczamy się do danych zapisanych na dysku. Dziecko, gdy sięga po encyklopedię i nie znajduje hasła, stwierdza, że albo się pomyliło, albo jest to z innego języka, bądź opisane gdzieś indziej. Bo przecież słownik czy encyklopedia ma ograniczoną liczbę słów, a posługujemy się większą. Leczy gdy w wynikach wyszukiwania nie znajdzie odpowiedzi na swoje pytanie, przestaje szukać. Bo po co? Jak czegoś nie ma, to nie warto się tym zajmować. Nie wiem jak Wy, ale ja wychowywałbym swoje dziecko na książkach.
A teraz wyłącz ten cholerny komputer, który nie pozwala Ci się skupić, weź książkę którą obiecałeś/aś sobie dawno, że ją przeczytasz, ale nie masz na to czasu. Znajdujemy przeróżne wymówki. Na prawdę boimy się monotonii, bo nie klikniemy w nowego linka, nie zapomnimy o poprzedniej stronie, bo jest ona powiązana z następną! Straciliśmy zdolność skupiania się. Ile wytrzymasz czytając książkę bez myślenia o czymś innym? Pojawiają się myśli, aby coś sprawdzić w “necie” co przeczytaliśmy w książce? No właśnie. Przestańmy być bezbronni. Wyciągnij dłoń i chwyć ją.