Moje Termopile

Pierwszy bloger RP - Janusz Palikot

Opublikowany w Internet by boyzelenski w dniu styczeń 14th, 2008

Oto i mamy najskuteczniejszego blogera (bloggera?) Rzeczypospolitej. Jak czytamy na gazeta.pl:

W ciągu niedzieli Palikot odnotował ponad 100 tys. wejść na stronę swojego bloga.

Patrząc na zasady przyciągającego uwagę blogowania wg. PolskiBlogger, widzę, że Janusz Palikot stosuje się do pewnych prawd marketingu. Wystarczy wypunktować:

▪ Napisał o kimś znanym, który ma zarówno zwolenników jak i przeciwników (i to skrajnych)
▪ Zadał pytanie, nie oskarżył. To bywa gorsze.
▪ Zrobił to na imiennym blogu, gdzie nie ukrywa swojej tożsamości, która jest bardzo popularna i…
▪ …którą wykorzystał jako zachętę do przeczytania wpisu (kto by się przeją takim wpisem na moim blogu?)
▪ Posiada bloga na onet.pl dal polityków co jest gwarancją reklamy
▪ Ktoś musi powtórzyć w innych mediach/blogach co zawarte jest na blogu (naturalna reklama)

Wniosek? By anonimowy bloger uzyskał taki sukces wydaje się praktycznie niemożliwe. Zbyt wiele podpunktów niedostępnych dla mas/nas.

boyzelenski

Amisz prawdę Ci powie

Opublikowany w Internet by boyzelenski w dniu styczeń 10th, 2008

Czytając ostatnimi czasy artykuł o Amiszach ucieszyłem się jak człowiek żyjący tak, a nie inaczej, uznający pewne dziwne przepisy, samoograniczający się wypowiedział tak mądre zdanie:

Mam komórkę i samochód, ale na Internet nigdy się nie zgodzę – mówi Jacob Martin.– Już w USA miałem samochód. Nie uciekam od zdobyczy techniki, ale na Internet i telewizor się nie zgodzę – mówi kategorycznie Jacob. Dlaczego? Bo uważa, że można w nich znaleźć wszystko, a to nie służy wychowaniu i pobożności dzieci.

Należy wyjaśnić co oznacza dla Jacoba słowo “wszystko” w odniesieniu do internetu. W połączeniu z pojęciami - wychowanie, pobożność, mamy na myśli treści negatywne, agresję, pornografię, kłamstwo, ułudę życia, konsumpcję, manipulację. Bo nie uwierzę, że w tym “wszystkim” może być Bóg, prawda. Możemy szukać tego ale w http://www.martinfrost.ws/htmlfiles/oct2006/amish2.jpgrzeczywistości. Internet jak książka, ktoś coś napisał. Mamy pośrednika, który modyfikuje, przekształca nawet swój odbiór poznanego świata i przedstawia go nam. Oczywiście nie dyskredytuje to Internetu jako źródła informacji. Jest wręcz idealnym ku temu miejscem. Jednak informacje dzielą się na prawdziwe, fałszywe (o ile da się je sprawdzić). Każdy może pisać o wszystkim, niekoniecznie prawdziwie.

Jak widać można żyć bez Internetu, znaleźć sens życia, prawdę. Czego nie ma w Googlach to nie istnieje - czy pojmujemy okropność tych słów? Ograniczamy się do danych zapisanych na dysku. Dziecko, gdy sięga po encyklopedię i nie znajduje hasła, stwierdza, że albo się pomyliło, albo jest to z innego języka, bądź opisane gdzieś indziej. Bo przecież słownik czy encyklopedia ma ograniczoną liczbę słów, a posługujemy się większą. Leczy gdy w wynikach wyszukiwania nie znajdzie odpowiedzi na swoje pytanie, przestaje szukać. Bo po co? Jak czegoś nie ma, to nie warto się tym zajmować. Nie wiem jak Wy, ale ja wychowywałbym swoje dziecko na książkach.

A teraz wyłącz ten cholerny komputer, który nie pozwala Ci się skupić, weź książkę którą obiecałeś/aś sobie dawno, że ją przeczytasz, ale nie masz na to czasu. Znajdujemy przeróżne wymówki. Na prawdę boimy się monotonii, bo nie klikniemy w nowego linka, nie zapomnimy o poprzedniej stronie, bo jest ona powiązana z następną! Straciliśmy zdolność skupiania się. Ile wytrzymasz czytając książkę bez myślenia o czymś innym? Pojawiają się myśli, aby coś sprawdzić w “necie” co przeczytaliśmy w książce? No właśnie. Przestańmy być bezbronni. Wyciągnij dłoń i chwyć ją.

boyzelenski